wtorek, 20 marca 2012

O taniej czekoladzie, jakości i studentach.

Wieczór, nareszcie chwila spokoju. Siedzę sobie przepisując sobie różne teksty z notatnika. Przegryzam czekoladę mleczną z orzechami z...
Biedronki.Tak, właśnie że z Biedronki! Znaczy się, kupionej w Biedronce, o.  I nie dlatego że ostatnio żyję zgodnie z zasadą, żeby przetrwać dzień ograniczając wydatki do minimum (zbieram pieniążki na coś świetnego ;)) ale dlatego, że mi smakuje. Nie jest czekoladopodobną masą, nic z tych rzeczy. Wygląda i smakuje - a to chyba najważniejsze. Jeśli idzie w parze z niską ceną - genialnie. Po co wydawać więcej na coś, co smakuje tak samo?
Dobra, teraz szczerze: się troszkę zbulwersowałam, jak mi koleżanka z uczelni (bo ja to nie mam na roku chyba żadnego "typowego" studenta) wykład zaczęła robić o tym, że ona to tylko markowe czekolady je, a inne to nie dobre, a i koło czekolady nie leżały. O tym, że tacy co kupują tanie czekolady są dziwni i godni współczucia, bo ona wolałaby nie zjeść wcale, niż zjeść coś takiego, to już nie chciałam wspominać. Nie chciałam, ale wspomniałam. 
Won ode mnie, bo wydrapię oczy! Jak tak mi współczuje i ją stać, to ja karton Lindt'a poproszę. Albo dwa. Albo całego TIR-a najlepiej, bo u mnie to czekolada masowo znika, w niewyjaśnionych okolicznościach ;) 
Wracając do czekolady z Biedronki - gdyby była nie dobra, a w składzie dominowałyby konserwanty, to faktycznie wolałabym zapłacić trochę więcej i zjeść coś lepszego. Ale nie muszę, bo mi ta jakość odpowiada. Czekolada to dobry przykład, ale tyczy się to każdego produktu. I co by nie było, nie gardzę ludźmi, którzy kupują to co tańsze bo jest... tańsze. Gorsze, ale tańsze. Ich sprawa. Frustracja wylana, dobranoc.


Tak w razie wątpliwości, to nie jest reklama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz